Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2013

Starocie - fotele po renowacji

I oto są! 

Fotele przywiezione od tapicera prezentują się FANTASTYCZNIE!

Na dowód zdjęcie :)




Tapicerka o właściwościach alcantary, w kolorze taupe. 
Drewno własnoręcznie i maszynowo oszlifowane (dwa dni "zabawy") oraz pomalowane kilkakrotnie lakierobejcą. 

Efekt, jak dla mnie, jest wspaniały. 

Fotele są małe, wygodne i mam nadzieję,  że posłużą nam długo :)

piątek, 6 września 2013

Starocie - dwa foteliki z lat 60-tych

Z trybie ekspresowym wracam do rzeczywistości. 
Dziecię me zaczęło 4 klasę SP. Nowi nauczyciele, ich mnogość, ciężki plecak, religia w środku zajęć ... koszmar!

Ale zostawiam sprawy ciężkie i teraz będzie o przyjemnościach!

Otóż kupiłam na tablicy za absolutnie śmieszne pieniądze dwa cudowne foteliki z początku lat sześćdziesiątych. Foteliki są tym bardziej cudownie, że były produkowane przez Bystrzyckie Fabryki Mebli (w 99%) wyłącznie na eksport. Nigdzie w sieci nie znalazłam tego modelu! Jeśli gdzieś widzieliście takie, lub ktoś z rodziny posiada - bardzo proszę o kontakt.

Są wyjątkowo malutkie i niskie, a rama jest z litego buku. 

Zdjęcia zrobione przez poprzedniego właściciela.

 


Fotele są już u tapicera, który, mam nadzieję, roboty nie schrzani. Dostał zlecenie na zachowanie identycznej formy jak w oryginale.
Efekt jego pracy pokażę wkrótce.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Praktycznie - efekt coca-coli czyli odrdzewianie

 
W sobotę byłam na tzw. wyprzedaży garażowej. Poszłam z ciekawości, bo nigdy w czymś takim udziału nie brałam. Było mnóstwo ciuchów, bardzo dużo ubranek dziecięcych, dużo gadżetów okołodziecięcych czyli  wózki, nosidła, podgrzewacze, zabawki i książki. Niestety nie było tego na co liczyłam najbardziej, czyli starych rupieci ze strychów, szkieł i innych kurzołapów. Jedyną rzeczą, która wpadła mi w oko była butelka w pięknym kolorze błękitno-turkusowym. Kupiłam ją za całe 50 groszy:) 

W domu zdecydowałam, że przetestuję coca colę. Wszyscy mówią, że jest to świetny odrdzewiacz, ale efektów jej działania nigdy nie widziałam.






Butelka w coli moczyła się przez jakieś 18 godzin. Efekt muszę przyznać jest dość zadowalający.  Resztę rdzy wyczyszczę papierem ściernym. 

Tylko problem mam teraz ... skoro cola tak działa na rdzę, to jak działa na mój organizm ? Hmm ... a jeszcze pół butelki w lodówce stoi ...



piątek, 24 maja 2013

Starocie - malowanie komódki z lat 60/70

Kupiłam parę dni temu na allegro komódkę. Brzydactwo właściwie, dość podniszczone. Na zdjęciach aukcyjnych prezentowała się dużo lepiej niż w rzeczywistości.  Jej prawdziwy stan zachowania popsuł trochę moje plany, które miałam w stosunku do niej.

Tak wyglądała:


Kółeczka były w okropnym stanie, guma popękana ze starości, a części metalowe kompletnie zardzewiałe. Do tego komódka pomalowana żółtą farbą tak niechlujnie, że myślę, że moje 9-letnie dziecko zrobiłoby to dużo ładniej i estetyczniej. No i tłusty ślad palucha na szufladzie. KOSZMAR!

Mina mi trochę zrzedła, ale, o dziwo, bardzo dobrze mi się z nią współpracowało. Dała się rozebrać na części pierwsze mnie samej, nie musiałam wołać męskiego, silnego ramienia do pomocy.



Wszystkie śrubki opisałam porządnie, bo jakoś tak mam, że rozkręcać lubię i idzie mi to dobrze, ale często potem okazuje się, że nie wiem jak to poskładać z powrotem :)

Po rozebraniu brzydactwa spędziłam godzinkę na balkonie szlifując papierem ściernym wszystkie powierzchnie, potem mycie i komódka czekała już tylko na wybranie kolorystyki.

W sklepie budowlanym zakupiłam nowe kółeczka oraz czarną farbę do drewna.
Wykorzystując białą farbę (którą miałam w domu), czarną (kupioną ledwo co) i paletę małych farbek akrylowych  metodą prób i błędów namieszałam w trzech pudełeczkach kolory - kremowy, żółtawy oraz ciepły szary.


Reszta szafki została pomalowana na czarno. Wnętrze zostawiłam takie jak było.


I efekt prawie końcowy ... brakuje jej tylko cienkiej szyby, którą zamierzam zamocować na blacie.





środa, 28 listopada 2012

Starocie - zegar z Pieszyckiej Fabryki Zegarów

Zachciało mi się czegoś starego, więc poszłam na jeszcze niezbadany do końca strych w domu kupionym niedawno przez moją mamę. Od mnogości różnych ciekawych mebli, mebelków, szkła i innych rupieci dostałam prawie oczopląsu. W amoku wypatrzyłam zegar, niewielkich rozmiarów, akurat, żeby go znieść na dół bez pomocy męskiej tężyzny. Liczyłam też po cichu, że uda mi się to przemycić do domu, zanim się ktokolwiek zapyta "a po co ci to???" :)

W każdym razie zegar wyglądał jak kupa nieszczęścia. Był pokryty koszmarną warstwą brudu. Czyściłam go prawie dwie godziny, ramię chciało mi wypaść ze stawu, palce bolą mnie do dziś ...

Po umyciu okazało się, że to piękny kuchenny zegar w kolorze kremowym z oryginalnym, zielonym nadrukiem cyfr i zielonymi wskazówkami. Po przeszukaniu największej encyklopedii świata, czyli internetu odkryłam, że to zegar z Pieszyckiej Fabryki Zegarów, datowany na mniej więcej 1960 rok. Niestety najprawdopodobniej nie działa, brakuje mu wahadła z tyłu, no i kluczyka do nakręcenia. Muszę wrócić na strych, może znajdę...

Na razie zegar stoi na komodzie, ale zastanawiam się co z nim zrobić ... przemalować, decoupage czy zostawić tak jak jest ?